Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki
Paco i jego ludzie
Słodkie, słodkie czary
Wszystkie wcielenia Tary

My, Polacy, lubimy narzekać na nasze seriale. Że kiepskie. Że wtórne. Że nieudolnie kopiują zachodnie wzorce. Ale tak naprawdę mają z nami o wiele więcej wspólnego niż chcielibyśmy przyznać. Są odbiciem naszych gustów. Portretują nas - czasami karykaturalnie, częściej realistycznie, zawsze trochę pokracznie. Łatwo w nich więc odnaleźć Polskę. A przecież teraz, gdy trwa kampania wyborcza, wszyscy tej Polski szukamy. Więc powiedz mi, jaki serial oglądasz, a powiem Ci, jakiej Polski chcesz.
Najwięcej głosów zebrał Bronisław Komorowski. I choć wydawałoby się, że kandydatowi Platformy Obywatelskiej najbliżej do "Familiady" (zwłaszcza w kwestii poczucia humoru i przekazu prorodzinnego) proponuję nieco inny typ - "Barwy szczęścia". Serial niby liberalny, bo jedna z bohaterek chodziła z czarnym, ale jednak konserwatywny, bo koniec końców z nim zerwała. Niby bardziej miejski, a akcja co i rusz powraca na jakąś wieś, polską arkadię, gdzie prości Polacy są szczęśliwi i prawdziwi niczym rodzina marszałka przy wspólnym obiedzie. Przez moment można by się nawet pokusić o porównanie Komorowskiego do równie pociesznego i nierozgarniętego Lucjana Mostowiaka z "M jak Miłość", jednak byłby to trop błędny - Mostowiakowie są zbyt tradycjonalistyczni, to jednak jest PiS.
Jest też w szacownym marszałku coś z Ferdka Kiepskiego. Ta swojskość, jowialność, sarmacka fantazja, nawet wąs zadziorny. No i przede wszystkim, są obaj ucieleśnieniem polskości. Być może nie tej najbardziej medialnej, w wykonaniu Oliviera Janiaka i Kuby Wojewódzkiego, ale wciąż naszej, krajowej, czystej, sielskiej i szlacheckiej, za którą tęsknimy rozmawiając nocami przy wódce o pięknych czasach, gdy nasi dziadowie polowali na obiad.
Ale publiczna telewizja wspiera obu głównych kandydatów. Przecież co wieczór puszcza "M jak Miłość". A Kaczyński odnalazłby się w "M jak Miłość" szybciej niż Stefan Muller w Prusach Wschodnich. Bo, wyłączając oczywiste różnice, kandydat Prawa i Sprawiedliwości to wypisz wymaluj Barbara Mostowiak. To samo czujne spojrzenie, ta sama zmarszczka na czole, gdy swoim krzywda się dzieje, ta sama determinacja by bronić najbliższych - nieważne Rodzina to czy Ojczyna! To też najbardziej patriotyczny z polskich seriali. Wspierający tradycyjne wartości, wiernie walczący o jedność rodziny, do obrzydzenia staropolski - z całym szafarzem staropolskich cnót i zachowań. To serial, gdzie nawet aktor gej, gra heteroseksualnego Don Juana. Ba, znalazłyby się i wątki bardziej aktualne. Przecież postać Jaroszego, to niemal Józef Oleksy - kiedyś główna postać negatywna, dziś Nasz Lewicowy Przyjaciel.
Fanów "Rancza" nie mogły też zadziwić ostatnie tendencje pacyfistyczne prezesa Kaczyńskiego. Bo przecież od dawna kochają serial, który udowadnia, że najważniejsza w Polsce jest zgoda. Choćby i sytuacja była tragiczna, choćby brat-komuch stanął naprzeciw brata-księdza. Nie ma takiej złej siły, której nie można pokonać w imię kochającej wszystkich IV Rzeczpospolitej.
I szkoda tylko, że w ostatnich tygodniach na dalszy plan zszedł Zbigniew Ziobro - niegdyś jeden z najbardziej wpływowych polityków PiS. Widać spindoktorom pana prezesa zabrakło wyobraźni. A wystarczyło pogłówkować, pomyśleć, obejrzeć choć jeden odcinek "Ojca Mateusza" - przygód prawego Polaka i katolika, sandomierskiego szeryfa w sutannie. Już widzę byłego Ministra Sprawiedliwości jak patroluje Ojczyznę na swoim rowerku. Tylko koloratki brak.
Komedia Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza! Dodaj opinię!
